Zrobić, a się nie narobić. Czy to możliwe?

Cze 8, 2020Praktyczne porady, Zrobić, a się nie narobić

Cześć! Zaczynam dość niestandardowo, bo i temat będzie inny niż dotychczas. Tym wpisem chciałabym rozpocząć nowy cykl artykułów, który nie będzie bezpośrednio dotyczył procesów obiegu i archiwizacji dokumentów.

Założeniem #zrobićasięnienarobić, bo tak będzie się ten cykl nazywał, jest przybliżenie Ci metodologii Lean i procesowego podejścia do… życia! Tak, dobrze czytasz, życia. Nie tylko tego zawodowego, ale również (a może przede wszystkim?) prywatnego.

Skąd ten pomysł?

Powodów jest kilka. Jednak na trzy z nich chcę zwrócić Twoją szczególną uwagę.

Po pierwsze, kult pracy.

Od lat odnoszę nieodparte wrażenie, że w Polsce (nie wiem czy w innych państwach również, bo tylko w Polsce miałam okazję pracować) panuje kult pracy. I nie chodzi tu o efekty tej pracy, ale o pracę jako taką. Musi być widać, że robisz! Jak nie widać, że jesteś zarobiony, jak nie ryjesz nosem przy podłodze pod wieczór, to znaczy, że Twoja praca jest nic nie warta. Myślę, że to poniekąd rezultat wtłaczania od dziecka każdego z nas w utarte ramy. Skoro osobnik A przygotowuje raport w trzy godziny, to z góry zakładamy, że osobnik B i C również spędzi nad tym trzy godziny. Zapominamy tylko, że każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma inne talenty. I to co mi zajmuje trzy godziny, Tobie może zająć równie dobrze 30 min. A efekt? Będzie co najmniej taki sam, a może być nawet lepszy.

Po drugie. Odpoczynek, a co to?

Niekończąca się lista obowiązków oraz napadowe wyrzuty sumienia, gdy zwyczajnie masz ochotę poleżeć na kanapie z paczką czegoś niezdrowego i obejrzeć mało ambitny serial. Znasz to? Jak możesz to zrobić, skoro obiad nie ugotowany, pranie wylewa się z kosza (chyba, że już wyszło z łazienki, każdemu się zdarza)? Z racji tego, że sama jestem kobietą, matką, żoną, pracownicą i prowadzę własną firmę, zauważam, że ten problem dotyczy głównie kobiet. Aczkolwiek znam też i mężczyzn, którzy pracując ponad siły, bo „nie wypada być leniem”. Warto zatem pamiętać, że pomiędzy pracoholizmem a lenistwem jest dosyć spora przepaść do zagospodarowania. Tak tylko nieśmiało sugeruję…

Po trzecie, minimalizm.

Czytam ostatnio książkę „Lean. Droga do minimalizmu” Tomka Króla. Przydatna lektura dla osób, które mają wrażenie, że toną w przedmiotach i gonią własny ogon. Pomogła mi ona nieco inaczej spojrzeć na moje podejście do procesów i ich optymalizacji. Tomek opisuje drogę swojej rodziny do wprowadzenia minimalizmu, przy wykorzystaniu technik lean management. Znajdziesz w niej mnóstwo ciekawych przykładów z życia. Jednak osobiście nie czuję, żebym coś szczególnego dla siebie odkrywała dzięki tej książce. Wiele z tych rzeczy wprowadzałam intuicyjnie, bez dodatkowych analiz i przełożenia na konkretne liczby. Myślę, że może to wynikać z pewnego zestawu talentów, które posiadam. Jednak muszę stwierdzić, że procesowe podejście do życia i dążenie do ich optymalizacji, są mocno związane z minimalizmem. Minimalizm przejawia się w wielu obszarach naszego życia. Nie ma jednej recepty. Dla mnie minimalizm jest sposobem, by przeżywać mocniej i być bardziej uważnym. Na co? Na to, na czym Tobie zależy.

Należałam kiedyś do grupy na Facebooku poświęconej minimalizmowi. Za każdym razem, gdy pojawiały się tam posty dotyczące liczby ubrań czy kosmetyków miałam oczy jak pięciozłotówki. Dlaczego? W komentarzach zazwyczaj zaczynała się swoista licytacja pod hasłem „Kto da mniej?” Masz trzy pomadki? A na co komu tyle, jedna wystarczy. W minimalizmie nie chodzi o to, kto ma mniej i jak sobie z tym radzi. Chodzi o to, by mieć tyle, ile się potrzebuje i nie dopuszczać do sytuacji, gdy przedmioty zaczynają nas przytłaczać. Dla przykładu, osobiście mam jedną pomadkę, ale cztery planery. I mimo to wciąż uważam, że jestem minimalistką.

Hm, ten wpis miał być krótkim wstępem do cyklu #zrobićasięnienarobić. A wyszło, jak wyszło. Niestety w kwestiach dotyczących komunikacji, zarówno w formie pisanej, jak i ustnej, zdecydowanie do minimalizmu mi daleko.

Jeśli zainteresował Cię ten temat i chcesz dowiedzieć się jak ogarnąć obowiązki, tak by zrobić, a się nie narobić, zapisz się na listę odbiorców newslettera. Powiadomię Cię o nowych wpisach.

E-book w promocyjnej cenie 35 zł!

Nazywam się Malwina Angerman-Kowalska, jestem archiwistką.

Wiesz, że wszędzie tam, gdzie pojawia się „dokument” mamy do czynienia z procesem archiwizacji? Bez względu na to, czy to w wersji papierowej, czy elektronicznej. Teraz możesz sobie wyobrazić, jak daleko w organizacji sięgają „macki archiwum”. Nie powinniśmy tego obszaru ignorować, a jednak mocno go nie doceniamy.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *